Jak mus to mus - Przehyba / Beskid Sądecki

18.09
2015
Stary Sącz / Lipie - Sapieniec (450m) - Skrudzina Wyżna - Gaboń - droga na Przehybę - Kamień św.Kingi - Przehyba (1175m) - Kamień św.Kingi - Jasiennik (1148m) - Będzikówka (972m) - Na Potokach - Łazy Brzańskie - Gaboń - droga na Przehybę - Kamien św.Kingi - Przehyba (1175m)
Dystans: 52,5km / Przew.: 2650m / Czas: 9h20m / Vmax: 59km/h / Kalorie: 4300 Skala trudności: P1/P2+ Ślad GPS:

19.09
2015
Przehyba (1175m) - Wielka Przehyba (1175m) - Jaworzyna (1128m) - Zgrzypy (1120m) - Moszczenica Wyżna - Skrudzina - Sapieniec (450m) - Stary Sącz / Lipie
Dystans: 25km / Przew.: 460m / Czas: 2h15m / Vmax: 39km/h / Kalorie: 1100 Skala trudności: P1/P2+ Ślad GPS:

Wróć na stronę główną


Są takie dni kiedy "człowiek musi", choć za oknem pogoda "barowa", choć rower odmawia współpracy co kilka przejechanych km, po prostu musi jechać w góry, odpocząć, oczyścić głowę ze stresu dnia codziennego... W pewien wrześniowy weekend ruszam więc i ja, z wielką potrzebą i wielką nadzieją, w miejsca które lubię najbardziej a do których często nie zaglądam. Ruszam z wielką nadzieją na udaną dwudniową jazdę bez względu na warunki.

Pierwszego dnia lecę do Starego Sącza na Przehybę, dzień całkiem pogodny a w planach dwa zjazdy ze szczytu i trzykrotne dymanko na górę. Na pierwszy ogień idzie zielony szlak do Łaz Brzańskich, nigdy nie jechałem, tym bardziej jestem ciekaw tego co tam zastanę. A co zastaję? Trochę fajnego, lekko kamienistego singla i trochę górskiej drogi z elementami rozrywkowymi. Fajnie acz na samej górze, im niżej tym bardziej ów szlak staje się zwykłą droga. Zjeżdżam szybko, wracam długo, w trakcie powrotnej drogi na Przehybę łapię kapcia za kapciem (w sumie 4x), przyczyną okazuje się zsunięta opaska w obręczy, kiedy się co do tego orientuję nie mam już zapasu - ani dętek ani łatek. Pokornie wracam do schroniska licząc że zdążę przed zamknięciem kuchni - zdążam, dwa żurki i dwa piwa dalej, chrapię smacznie w pokoju, czekając na dzień kolejny.

Niedziela kompletnie inna od dnia poprzedniego, ok. 6 rano budzi mnie dźwięk deszczu tłukącego o metalowy parapet za oknem pokoju w schronisku, wstaję na chwilę by to zobaczyć. Pierwsza myśl, przynajmniej się wyśpię. Kiedy 3h później wracam ze śniadania do pokoju, deszcz dalej dudni o parapet. Czekam. Blisko godziny 10 deszcz ustaje, nie zwlekam, ruszam od razu, przede mną szlak żółty do Moszczenicy, 7km jazdy z duszą na ramieniu bo jak wspominałem dzień wcześniej pozbyłem się wszystkich dętek i łatek. Pomimo tego udaje mi się dotrzeć do Nowego Sącza i wskoczyć w pociąg, już bez przygód i z poczuciem że choć nie wszystko się udało, dokładnie takich emocji potrzebowałem by przetrwać kolejny tydzień w mieście ;)





















Wróć na stronę główną

All www & foto copyrights 2004-2012 by WZ