Big Moutain - Latiborska Hala / Magurka / Wodospad Brankov / Tatry Niskie / Słowacja

10.06
2015
Liptovska Luźna / Penzion Baltazar - Trawers Latiborskiej - Latiborska Hola (1643m) - Sedlo Latiborskiej Holi (1600m) - Bašovňa - Magurka (1050m) - Kapustisko - Sedlo Żelezne - Meandry Luźnianki - Liptovska Luźna / Penzion Baltazar - Liptovska Osada - Donovalska Cyklomagistrala - Podsucha - Banikowski wodospad - Podsucha - Donovalska Cyklomagistrala - Liptovska Osada - Liptovska Luźna / Penzion Baltazar
Dystans: 56km / Przew.: 1800m / Czas: 9h55m / Vmax: 47,5km/h / Kalorie: 2900 Skala trudności: P1/P3+ Ślad GPS:
-

Wróć na stronę główną


Prognozy pogody na trzeci dzień mojej Słowackiej przygody, okazały się być jeszce bardziej bezlitosne niż dnia poprzedniego, burza na burzy od godziny 13 aż do końca dnia. Tym razem postanawiam wydymać burzę :) ten plan który musiał się udać. Wstaję o 5:00, godzinę później jestem już na szlaku. Przede mną prawdziwe "Big Mountain" i moja pierwsza wysokogórska jazda, na to czekałem! Dzień wcześniej, Valentin wypytując mnie gdzie tym razem planuję jechać, zdradza lokalizację genialnego trawersu prowadzącego na grzbiet Tatr Niskich. Postanawiam to wykorzystać, pierwsze kilometry trasy tonę w gęstej mgle, w drodze na szczyt obserwuję fenomenalną grę świateł i ceni. Jednak im wyżej włażę tym mgła traci na sile. Na grzbiecie melduję się po 2,5 godzinie, jest pusto, słonecznie i cicho.

Wokół mnie rozciąga się przepiękna górska grań i nieogarniana przestrzeń, w oddali dostrzegam Chopok nad którym za około 2h zacznie się burza. Mam jednak czas, jego część poświęcam na kontemplację widoków. Nasycony i obfotografowany nieśpiesznie odbijam z pasma kiedy chmury wokół mnie zaczynają rosnąć. W dół lecę jednym ze szlaków, początkowo stroma techniczna rynna z kamieniami, dalej już lepiej, do 1400m techniczny singiel, to samo w lesie ale tylko przez chwilę... Od +/-1350m zwózka na całego, ledwo jadę, w sumie bardziej tracę wysokość niż jadę. Niestety ten błotny dramat trwa aż do samego końca (lub początku?) modrego szlaku. Szczęście wymieszane z rozczarowaniem, wracam do pensjonatu, przepakowuję rzeczy w plecaku, uzupełniam wodę oraz prowiant i ruszam w drugą trasę.














Kiedy pierwsza burza przewalała się właśnie nad Chopokiem, jechałem w dokładnie przeciwnym kierunku, do wsi Podsucha, obok której znajduje się wodospad Brankov. Podobno wyjątkowo piękny okaz, nie pozostawało mi nic innego jak zweryfikować ów "podobno". Wodospad znajdował się trochę powyżej doliny rzeki Rewucy, do której zjechałem co pozwalało na szybki odwrót w przypadku nagłej zmiany pogody. Już na miejscu, odnajduję zielony szlak prowadzący pod wodospad. Ścieżka, którą wspinam się w górę zapowiada się świetnie ale jako zjazd. To delikatnie lawirujący, wąski singiel aż serce roście!

Po około 35 minutach docieram do podnóża wodospadu. Przede mną w górę pnie się pionowa ściana, 50m na bidę może trochę więcej, coś tam z niego kapie ale żeby od razu wodospad? ;) Ładnie ale bez rewelacji, tabliczki informacyjne zapewniają jednak że zimą widok jest znacznie okazalszy, wierzę ale nie mam tyle czasu ;) Wracam w dół wspomnianym wcześniej singlem i choć jest to zaledwie 1,5km ścieżki, to najlepsze 1,5km zjazdu jakim śmignąłem w ciągu urlopu. We wsi Podsucha niewiadomo skąd pojawia się ściana, tym razem deszczu, dopada mnie burza. Do bazy wracam w akompaniamencie górskiego strumienia i deszczu, Big Mountain zaliczone, chcę więcej!











Wróć na stronę główną

All www & foto copyrights 2004-2012 by WZ