ULTRAS - Gorce / Podhale / Pasma Podhalańskie / Beskied Żywiecki / Beskid Makowski / Pogórze Wielickie

05.06
2015
Skomielna Biała - Rabka Zdrój - Rabka Zdrój / Nowy Świat - Maciejowa (853m) - Jaworzyna Polanicka (996m) - Stare Wierchy (975m) - Obidowiec (1006m) - Turbacz (1315m)
Dystans: 23,6km / Przew.: 970m / Czas: 4h / Vmax: 44,5km/h / Kalorie: 1900 Skala trudności: P1/P2+ Ślad GPS:
-

06-07.06
2015
Turbacz (1315m) - Obidowiec (1006m) - Stare Wierchy (975m) - Jaworzyna (943m) - Obidowa (865m) - Kulakowy Wierch (801m) - Pyzówka PKP - Przełęcz Sieniawska (705m) - Janiłówka (817m) - Turbacz (803m) - Kawulówka (667m) - Trzy Kamienie (831m) - Łysa Góra (808m) - Przełęcz Bory (702m) - Przełęcz Spytkowicka (705m) - Targoszówka (758m) - Przełęcz Zubrzycka (875m) - Bińkówka - Polana Malinowe - Judaszka (854m) - Dobry Wierch (875m) - Gawroń (756m) - Osielec - Kojszówka - Maków Podhalański - Makowska Góra (577m) - Budzów - Palcza - Przełęcz Sanguszki - Harbutowice - Sułkowice - Biertowice - Krzywaczka - Wola Radziszowska - Skawina - Tyniec - Kraków / Stopień Wodny Kościuszko - Kraków
Dystans: 150km / Przew.: 2600m / Czas: 23h / Vmax: 62km/h / Kalorie: 5900 Skala trudności: P1/P2+ Ślad GPS:
-

Wróć na stronę główną


Nastał czerwiec, czas ciepłych dni oraz krótkich nocy, idealny moment w ciągu roku na głupie górskie akcje jak na przykład nocna jazda lub trasy w stylu ultra. Trochę brakowało nam już atrakcji tego typu dlatego na samym początku miesiąca organizujemy pierwszą głupią akcję. Zaczynamy w wolny od pracy czwartek (Boże Ciało) wraz grupą zaprzyjaźnionych wariatów po fachu. Wspólnie jedziemy na Turbacz - klasycznie, czerwonym z Rabki, my z Anią zostajemy na noc w schronisku a wesoła ekipa wraca do Rabki.

4 czerwca to dla mnie również początek długo planowanego "odpoczynku", mam więc przed sobą perspektywę sporej dawki wolnego czasu oraz kilka głupich pomysłów w zanadrzu :) Pierwszym, był przelot trasy z Turbacza do Krakowa, możliwie w całości w terenie. Przynajmniej w teorii bo w praktyce różnie bywa. Start z Turbacza miał zapewnić nam odpowiednią porcję snu przed dość męczącym wyzwaniem. Zapewnił, tym bardziej że obsługa schroniska pozwoliła na przechowanie rowerów w pokoju (za co bardzo dziękujemy), co nie jest normalną praktyką. Nasz problem polegał na tym iż schronisko startowało o godzinie 08:00, my potrzebowaliśmy wystartować dwie godziny wcześniej.

Równo o godzinie 06:00 wytaczamy ze schroniska nasze rowery oraz zaspane ciała, pomimo 8 godzin snu, oczy kleją się umysł nieustannie dopytuje się "dlaczego znów mi to robisz!?" No cóż... Robię bo lubię choć jest to "mało powiedziane" :) Zaczynamy od czerwonego szlaku z czapy Turbacza, zaspana głowa nie kontroluje jeszcze zastanego ciała, jedziemy więc powoli, bez brawurowych trików. Pobudka nie trwała długo, jeszcze przed końcem zjazdu z czoła, jesteśmy w pełni świadomi i cholernie głodni. Pierwsza przerwa oraz śniadanie czekało nas na Obidowej, 14km i równą godzinę od startu z Turbacza.

Po śniadaniu w restauracji na Obidowej, ruszamy dalej, przed nami nieskończone łąki Pasma Podhalańskiego, które w całości przecinamy niebieskim szlakiem. Pierwsze 27km niebieskiego szlaku od Obidzy do Przełęczy Bory w okolicach wsi Podwilk to sielska jazda łąkami wśród wysokich traw i pachnących kwiatów. Kolejnych 12km do Przełęczy Zubrzyckiej to horror klasy B. B jak błoto i w zasadzie Z jak zwózka drewna. Na tym odcinku tracimy sporo czasu i sił, które planowaliśmy włożyć w podejście na Policę przez Czyrniec. Weryfikacja czasu i pozostałego dystansu, wymusza zmianę trasy, odbijamy w kierunku wsi Bińkówka oraz niebieskiego szlaku prowadzącego na Judaszkę. To tam przetniemy pasmo Policy i zrobimy kolejną przerwę na posiłek i dłuższą chwilę odpoczynku (+/- 45minut).

Dalszy przelot trasy z Judaszki, grzbietem do wsi Osielec na nowo pobudził zmysły, niestety na krótko bo z Osielca do Makowa jedziemy głównie drogami asfaltowymi. To właśnie miałem na myśli pisząc wcześniej o teorii i praktyce ;) W Makowie zaczynamy, nocną część trasy, jednakże emocje z tym związane tłumi coraz silniej odczuwalne zmęczenie organizmu. Dalsza część trasy to miks szlaków różnej maści oraz walka z narastającym zamuleniem organizmu. Na którejś z górskich przełęczy robimy ostatnią przerwę na doładowanie baterii, zimna noc nie pozwala jednak na sen. Szybko zbieramy się w dalszą drogę w rezultacie meldując się na Krakowskim rynku o godzinie 4:50. Do bazy docieramy w dobrej formie i w dobrych nastrojach. Na tyle dobrych by po kilku godzinach snu znów ruszyć w trasę, nad jezioro w Kryspinowie. Tym razem z zamiarem wylegiwania się na piaszczystej plaży w promieniach słońca, bez kiwnięcia małym palcem w dużej stopie ;)













































Wróć na stronę główną

All www & foto copyrights 2004-2012 by WZ