Szaro, buro i ponuro - Gdzieś w górach

11.11
2014
Gdzieś w górach
?km / alt+ ?m / ?kcal Skala trudności: P1/P4- Ślad GPS:

Wróć na stronę główną

Planując każdą górską trasę staramy się celować w dni pogodne, czasem zdarza się jednak, że prognozy są "nieciekawe" lub kłamią w żywe oczy. Tak było tym razem, kiedy po 3h jeździe wysiedliśmy w końcu z samochodu, naszym oczom ukazał się ponury widok, który w trzech słowach brzmiał - szaro, buro i ponuro. Owszem prognozy (trzy różne) wskazywały tego dnia chmury średniego i wysokiego pułapu. Nie wskazywały jednak opadów deszczu i ogólnego Armagedonu, który rozkręcał się gdzieś wysoko nad naszymi głowami.

Cóż jednak było czynić, skoro tłukliśmy się tu taki kawał? Retoryka... Przed nami 3h wspinaczki i 1100m w górę. Przez ten czas pogoda sprawiała pozory stabilnej, kiedy jednak docieramy do grani przewalające się nad nią masy powietrza nieprzyjemnie smagały po twarzy, a ołowiane chmury coraz skuteczniej zakrywały nasz cel. Po chwili konsternacji zapada jednoznaczna decyzja - idziemy do szczytu - "no to go". W porywach zimnego wiatru, stawiając stopę za stopą na niepewnym gruncie, zanurzamy się w strefę mroku. Kiedy stajemy na szczycie wiele z niego nie widać. Wiatr nie ustępował, a instynkt podpowiadał, że tym razem łato nie będzie. Zakładamy ochraniacze i puszczamy klamki, przed nami 7,5km zjazdu, przy czym spora część we mgle oraz nieustającym wietrze.

Tak w górach bywa, jednak nieczęsto pchamy się tam w takich warunkach pogodowych, i to na własne życzenie. Trzeba przyznać, że prognozy pogody zbyt często traktowane są jak wyrocznia ;) Natura nokautuje matematykę wraz z jej modelami obliczeniowymi pogody, a my po 30 minutach od startu logujemy się na parkingu. Łatwo i miło nie było, ale taka odmiana czasem dobrze robi, przydaje się tak na otrzeźwienie wyobraźni o gór zdobywaniu, w sam raz by znów nabrać do nich pokory.















Wróć na stronę główną

All www & foto copyrights 2004-2012 by WZ