Na własną rękę - Pasmo Jaworzyny i Radziejowej / Beskid Sądecki / Plašná / Grupa Golicy / Pieniny SK

18.07
2014
Krynica PKP - Jaworzyna Krynicka (1111m) - Runek (1079m) - Hala Łabowska (1037m) - Hala Pisana (1044m) - Schronisko Cyrla - Rytro - Piwniczna Zdrój - Sucha Dolina - Przeł. Gromadzka - Przeł. Rozdziela - Biała Woda - Jaworki - Szczawnica - Krościenko nad Dunajcem
60km / alt+ 1200m / 3000kcal Skala trudności: P1/P2+ Ślad GPS:

19.07
2014
Krościenko nad Dunajcem - Szczawnica - Czerwony Klasztor - Sromowce Niżne - Czerwony Klasztor - Sedlo Cerla - Plašná (889m) - Aksamitka (841m) - Leśnickie Sedlo - Velky Lipnik - Haligovce - Czerwony Klasztor - Szczawnica - Krościenko nad Dunajcem
60km / alt+ 1030m / 2500kcal Skala trudności: P1/P2 Ślad GPS:

20.07
2014
Krościenko nad Dunajcem - Szczawnica Park Górny - Sewerynówka - Czeremcha (1124m) - Przehyba (1175m) - Czeremcha (1124m) - Łysiny (1052m) - Kuni Wierch (982m) - Szczawnica Staszowa - Krościenko nad Dunajcem
38km / alt+ 1220m / 2150kcal Skala trudności: P1/P3- Ślad GPS:

Wróć na stronę główną

Od samego początku, od kiedy tylko wsiadłem do pociągu jadącego do Krynicy, wszystkie znaki na niebie i ziemi mówiły mi "nie jedź". Cóż, ile raz zdarzało się wam posłuchać? A ile razy sprzeciwić? No właśnie :) Ja tym razem nie posłuchałem, ruszyłem w kolejny trip nie zdając sobie jeszcze sprawy z tego jak przyjdzie mi go skończyć. No może nie do końca :] Samotna górska tułaczka niesie ze sobą pewne zagrożenia wynikające z jazdy. Powody są różne, choćby awaria roweru lub bliskie spotkania 3 stopnia z matką naturą - mam na myśli florę i faunę. Zdaje się, że do tej pory miałem sporo szczęścia w górach, gleby owszem się zdarzały, ale zawsze wracałem z wyjazdu z tarczą, a nie na niej. Zakładam że w dużym stopniu to uśpiło moją czujność. To oraz zbyt długi łańcuch, którego nie miałem czasu skrócić przed wyjazdem. Te dwa powody jakże błahe z pozoru przyniosły poważne konsekwencje.

Pierwszy dzień był całkiem udany jak na panującą do późnego popołudnia aurę, przede mną Pasma Jaworzyny i Radziejowej, blisko 32km podróż czerwonym szlakiem. Przelot przez Sądecki udaje się bez przeszkód, jeszcze przed wieczorem loguję się w bazie w Krościenku. Mycie, jedzenie i błogi sen.








Drugi dzień od rana zapowiada się nieźle, twierdzą to zarówno prognozy jak i jaskółki na niebie ;) Mam dużo czasu, dzień robi się upalny, ładuję do plecaka co trzeba i przed południem ruszam w słowacką Grupę Golicy w Pieninach Środkowych. Wcześniej jednak plażing i Łomżing nad Dunajcem :) Było na tyle gorąco, a dzień na tyle długi bym spokojnie ogarnął przyjemne z pożytecznym. Kiedy robię się już na mahoń, ruszam w drugą część trasy. Kierunek - Plašná - 889m szczyt, z którego zlatuje jeden z przyjemniejszych singli w Pieninach. Przelot przez niego bardzo udany, postanawiam więc zaliczyć kolejny, tym razem po polskiej stronie. Wracam do Szczawnicy, na drodze wzdłuż przełomu Dunajca próbuję wyprzedzić gościa jadącego przede mną, staję na pedałach, deptam iii... Ląduję na szutrze, na lewej stronie ciała, coś mnie boli, a coś nap... Zbieram się jednak całkiem żwawo. Głowa cała, nogi całe, bebech też, a ręka? Jedna OK, druga już mniej, ta lewa krwawi jak cholera, ruszam palcami i kątem oka dostrzegam drgające w ranie mięśnie - prawie jak terminator. To co działo się później to historia na osobną relację. Prawdziwa beka Służby Zdrowia z pacjenta oraz coś, co nazwałbym darem od losu. Na szycie łapy do szpitala w Nowym Targu musiałem - o ironio, dostać się "na własną rękę" :] W nagrodę że byłem dzielny dostaję kilka szwów, bandaż jak u komandosa i zakaz jazdy na rowerze - przez miesiąc.





Dzień trzeci. Po południu siedzę już na rowerze i jadę na Pasmo Radziejowej... Długo w domu nie wytrzymałem, a że jestem w stanie trzymać kierownicę - lekko i ręka nie puchnie (za bardzo), nie poszaleję, ale po górach pojeżdżę :] Ruszam na zielony szlak opadający z Przehyby do Szczawnicy Staszowej. Dojazd nie wymagał noszenia roweru, szlak znajdował się blisko bazy i nie znałem go. Veni Vidi Vici, a jak było? Fajnie ale krótko, bardzo wąska ścieżka, czasami zbyt wąska i zarośnięta, końcówka szlaku, która kiedyś też mogła być "fajna", zryta zwózką. Trzy w zasadzie udane dni, niby fajnie ale banalna gleba w najdziwniejszym z możliwych miejscu, miała konsekwencje oraz niosła przesłanie - z gumy to my jednak nie jesteśmy.









Wróć na stronę główną

All www & foto copyrights 2004-2012 by WZ