Niebiańska plaża - Hvar / Camping Mlaska / Riviera Makarska / Dalmacja / Chorwacja

07.08
2013
Podgora - Podgora Sela - Wrota Biokova (890m) - masyw Biokovo - Sarmać - Papići - Sundići - Podgora Sela - Podgora
63km / alt+ 450m / 2700kcal Skala trudności: 4 Ślad GPS:

Wróć na stronę główną

Wyprawa na wyspę Hvar to jedna z głównych atrakcji naszych chorwackich wakacji. Zaczęła się wcześnie rano, bo od Podgory gdzie stacjonowaliśmy do Drevnika,
skąd odpływał prom dzieliło nas 20 kilometrów czystego asfaltu. Droga niby nie taka długa, ale dość interwałowa i wiodąca ?drogą śmierci?.




Na szczęście docieramy do portu cało i zdrowo. Po zakupieniu biletów (16 kn za osobę i tyle samo za rower) pakujemy się na pokład. Wraz z nami ekipa strażaków, bo właśnie na Hvarze
od kilku dni płoną lasy. Ta ogromna chmura na zdjęciu nie jest więc eksplozją atomową, a dymem z wypalających się drzew.



Hvar wita nas równie lazurową wodą jak reszta Chorwacji. Ta długa wyspa ma aż 68 kilometrów długości i tylko od 6 do 10 km szerokości. Taka trochę większa Mierzeja Helska. I chociaż Hvar nie
leży w Prowansji znany jest jako lawendowa wyspa. Jej uprawa jest wraz z turystyką głownym źródłem dochodów mieszkańców. Być może ma to związek z faktem, że na początku XIX wieku
kontrolę nad Hvarem przejęła właśnie Francja (dobierając ją Austii, a ta Republice Weneckiej). Niestety Austria ją wkrótce znów przejmuje, choć z zyskiem, bo lata panowania Austriaków to złote
lata dla tubylców. Potem na Hvar kładą jeszcze łapy Włosi, ale ostatecznie ląduje ona jako teren Jugosławii, a na koniec staje się częścią Chorwacji. Uff, co za zamieszanie.




Port w Sućuraj to urokliwe miejsce. Zbudowane z kamieni budynki znajdują się tuż nad wodą. Mimo turystycznego sezonu jest tu cicho i spokojnie. Wbrew pozorom to właśnie turystyka rozwija
się tu świetnie aż od XIX wieku w którym założono tu pierwszą agencję turystyczną. Atrakcjami Hvaru jest poźno-gotycki pałac Hektorovic (nie widzieliśmy), XIII wieczny Arsenał (też nie widzieliśmy),
klasztor Franciszkanów (również nie zanotowaliśmy :) ) i jakieś pozostałości greckiego miasta (no cóż, nie rzuciły nam się w oczy...). No ale jakby co, to tam są.



Zdecydowanie bardziej skoncentrowaliśmy się na poszukiwaniu ciekawych miejsc za miastem, choć w samym porcie spędzamy też trochę czasu. Robimy fotki zacumowanych łodzi,
patrzymy na rybaków, wąchamy lawendę masowo (i dużo taniej niż na lądzie) tam sprzedawaną. Po prostu odpoczywamy!




Robimy wstępny rekonesans południowego wybrzeża wyspy, ale stwierdzamy, że nie ma tam jednak nic ciekawego. Mając taką wyspę w zasięgu kół nie mamy ochoty wylegiwać się cały dzień
na plaży, pora coś pozwiedzać.




Objeżdżamy wyspę ze wschodu i lądujemy na północnym wybrzeżu. Idealnie do słoneczka! Już po kilkuset metrach robimy pierwszy postój na dzikiej plaży.



Jest ich tam mnóstwo, a wszystkie piękne, maleńkie i wołające: zostań tu i leż cały dzień! Korzystamy z zaproszenia, ale nie dajemy się zaczarować. Zew odkrywcy popycha nas do przodu!
Po kilku kąpielach i wylegiwaniu się zbieramy się i jedziemy na zachód.




Między wyspą, a lądem wciąż krążą wycieczkowe statki. Są to prawdziwe pływające imprezy. Co jest głównym hitem? Oczywiście ?Ona tańczy dla mnie!?. W tle miasteczko Igrane z pięknym
średniowiecznym kościołem. Historia architektury kontra disco polo. Takie zderzenie dwóch dziedzin sztuki podczas plażowania...




W poszukiwaniu ciszy podążamy dalej północnym wybrzeżem. Wiedzie nim wspaniała szutrowa droga. Jest cicho, spokojnie i bardzo słonecznie. Swoją drogą później dowiadujemy
się, że Hvar to najbardziej nasłonecznione miejsce w całej Chorwacji!




Co ciekawe na wyspie nie ma żadnego jeziora, ani nawet rzeki! Znany jest za to z niebezpiecznych dróg. Mieszkańcy Chorwacji zamiast mówić komuś ?idź do diabła? mówią po prostu ?obyś zginął
na drogach Hvaru!?. Dobrze, że jedziemy taką boczną, polną dróżką ;]




I jeszcze raz Igrane z kościołem i barokową wieżą będącą letnią rezydencją kogoś ważnego. Trzeba przyznać, że jest to całkiem fajna letnia dacza. Miło się ogląda zatłoczone miasteczka, pod warunkiem że z daleka.



Po jakichś 10 kilometrach docieramy do... raju! Kamping Mlaska ulokowany przy bajecznej zatocejest zdecydowanie w czołówce najpiękniejszych miejsc na ziemi.
Spanie na dachu własnego auta też niczego sobie, nie pogardzilibyśmy taką opcją. O ile do środka zmieszczą się rowery.




Główną atrakcją tego miejsca jest duża zatoka z niezwykłym jasnym piaskiem. Sam piasek nie występuje na chorwackich plażach zbyt często, zwykle są one kamieniste.
Dodatkowo cała zatoka jest bardzo płytka, woda sięga maksymalnie do pasa. Idealne miejsce na odpoczynek nad wodą.



Wtedy wydawało nam się, że to z pewnością najpiękniejsze miejsce na Hvarze. Dziś już po internetowych poszukiwaniach wiemy, że na tej wyspie jest takich miejsc więcej.
Musimy je zobaczyć! A tymczasem posilamy się wykwintnym obiadem składającym się z tuńczyka z puszki i kaszy. W końcu jesteśmy nad morzem, ryba obowiązkowa!




I jak to wracać z takiego miejsca? Camping ma 70 miejsc pod namioty i przyczepy, a także małe domki do wynajęcia. Poza tym jest bardzo dobrze wyposażony w łazienki, prysznice, pralki i inne
bajery. Ze względu na bardzo płytką wodę chętnie wybierany jest przez rodziny z dziećmi. Niestety nie możemy tam zostać dłużej bo czeka nas jeszcze powrót promem, na którego lepiej byłoby zdążyć.




Pokonywanie wpław 8 kilometrów holując rower mogłoby się nie udać. Chociaż... nie sprawdzaliśmy. Wracamy jednak na wschodnie wybrzeże, mijamy małą latarnię morską.
Zawsze chciałam mieszkać w takiej latarni. Ta byłaby idealna, bo znajduje się blisko gór.




Ostatni rzut okiem na południe. Z Podgory tego nie zobaczymy bo zasłania nam ten widok Hvar. Wbrew pozorom ten widok nie jest wyspą, a ogromnym półwyspem Pelješac o długości 70 km
i szerokości do 3 km. W głębi po prawej strony widać zarys wyspy Korčula. Powrót promem jest przyjemny i senny. Po nim następuje jednak wyścig z czasem, aby zdążyć do Podgory przed
zachodem słońca. Podróż rowerem po drodze śmierci, gdzie miejscowi i rezydenci kilkukrotnie przekraczają dozwoloną szybkość mogłaby być niebezpieczna. Na szczęście nam się udało.




Wróć na stronę główną

All www & foto copyrights 2004-2012 by WZ