Mała wielka góra - Kostrza / Beskid Wyspowy

07.08
2013
Kostrza (wieś) - Kostrza (730m) - Kostrza (wieś)
ok.4-5km / alt+ 300m / 700kcal Skala trudności: 5 Ślad GPS:

Wróć na stronę główną

Kostrza - mała wielka góra, jak mała i jak wielka przekonałem się w 2012 roku w trakcie powrotu z majówki do Krakowa, to wtedy odwiedziłem ją po raz pierwszy i zakochałem się w niej, acz bez wzajemności.
Kolejne spotkanie z Kostrzą (właśnie opisywane) licząc wstecz, wypadło prawie dokładnie 1,5roku później, tym razem wracam tam wraz Pejotem, wieczorem uzbrojony po zęby w lampy LED.



Plan na ów wyjazd był prosty, chwilę po pracy ruszamy do Jodłownika, a tam na spokojnie atakujemy górę za dnia i zjeżdżamy nocą i fajnie nam szło do momentu w którym z przedniego koła samochodu
Piotrka wypada wentyl. Tak, tak wypada, prawdopodobnie od nagrzanej felgi (dzień był wyjątkowo upalny), stajemy na środku drogi i finito, pozostaje zepchnąć auto na pobocze.




Kilkanaście minut później trafiamy na dobrego Samarytanina, który użycza nam lewarka do podniesienia auta oraz podwozi do lokalnego wulkanizatora. Wulkanizator już po robocie, acz dla ziomka zawsze ma czynne :)
Kolejne pół godziny i wracamy do auta z naprawionym kołem, zakładamy je i ruszamy w poszukiwaniu flaszki dla naszego dobrodzieja. Nie trudno się domyśleć, iż pół godziny później rewanżujemy się za pomoc.



Kiedy jesteśmy już gotowi do jazdy i po wszystkich perypetiach stajemy pod Kostrzą zaczyna się... Burza - jak nie urok to wiadomo :] Burza jakimś cudem mija Kostrzę (o włos) i odpływa gdzieś na północ,
w tym czasie rozpoczynamy atak szczytowy ;) 40 minut później stajemy na szczycie, krótka przerwa na strojenie się w ochraniacze oraz zakładanie lampek i jesteśmy gotowi do zjazdu.



3, 2, 1... Start! W końcu ruszamy w dół upragnionym singlem, nabieramy prędkości, mniej więcej przez 2minuty do momentu w którym wysiada lampa Pejota :| Oczywiście jest ciemno jak w dupie, więc zjazd
zamienia się operację zwózkową ale jakoś dajemy radę i wracamy do samochodu. 1,5h później jesteśmy w KRK. Rano dzwoni do mnie Pejot mówiąc: - "Nie uwierzysz, rano padł alternator w samochodzie".
W trakcie rozmowy dochodzimy do wniosku, że po tak intensywnym wieczorze to cud, że żyjemy :]



Wróć na stronę główną

All www & foto copyrights 2004-2012 by WZ