Szukajcie, aż znajdziecie - Sölden / Dolina Ötztal / Windachtal / Tyrol / Austria

23.07
2013
Sölden - Zwieselstein - Untergrug - Hochgurgl - Sahnestuberl (1656m) - Zwieselstein (1470m) - Moosalm - Sölden
?km / alt+?m / ?kcal Skala trudności: 5 Ślad GPS:

24.07
2013
Sölden - Lochlealm (1843m) - Alpenghf. Fiegl (1956m) - Windachtal (do 2120m) - Alpenghf. Fiegl - Lochlealm - Sölden
?km / alt+?m / ?kcal Skala trudności: 5 Ślad GPS:

Wróć na stronę główną

Trzeci dzień Austriackiego urlopu trzeba było jakoś spędzić, niestety mimo szczerych chęci "jakoś" nie zawsze znaczy "dokładnie tak jak się chce", tym bardziej kiedy dopiero poznaje się teren wokół.



W związku z owym rekonesansem, trzeciego dnia obieram kierunek na wyciąg wiozący pod schronisko "Mountain Top Star" znajdujące się na wysokości 3082m.



Do schroniska wiodą trzy stacje wyciągu, niestety ze względu na zalegający na górze śnieg, mogę wyjechać jedynie do drugiej stacji na wysokość ok. 2800m (tej znajdującej się nad jeziorem).
Oczywiście mógłbym podejść kolejnych 200m do szczytu ale plan by człapać tyle po śniegu tylko po to by przemoczyć buty i zejść z powrotem, jakoś średnio do mnie przemawiał.



Ograniczam się więc do rozpoznania terenu wokół oraz do przeglądu mapy w poszukiwaniu "linii przerywanych" i zabieram do zjazdu, niestety nartostradą.



Tak jak się obawiałem było szybko i nudno, nudno do tego stopnia gdzieś po drodze w dół robię przerwę na opalanko - i trochę lansu ofkors :] w lipcu na 2500mnpm słońce czuć bardzo wyraźnie.



Zjazd nartostradą nie zaskoczył w żaden sposób, blisko 1km niżej i 10km dalej ląduje na znacznie ciekawszej ścieżce, to szlak 664 zaczynający się we wsi Zwieselstein.



Ta wijąca się wzduż przełomu rzeki ścieżka dostarczyła mi sporo frajdy, wracam nią do centrum Sölden (z drobnymi modyfikacjami).



Chociaż to nie moja kolej na przygotowanie obiadu, zabieram się za gotowanie. W trakcie zdobywania górskich szlaków zdarzył się wypadek w wyniku którego Giant kolegi Wojtka
runął (100-150m) ze stromego zbocza wprost na asfalt, jaki był tego skutek widać na zdjęciu - cofnięta główka ramy, pęknięty amortyzator i parę innych "drobiazgów".




Szczęście w nieszczęściu Wojtkowi nic się nie stało, co do strat w rowerze można by napisać iż była to cena górskich poszukiwań adrenaliny, oczywiście nie jest to żadne pocieszenie ale zdarza się i tak.



Kolejnego dnia jadę w zupełnie inne miejsce, byłem ciekaw co znajduje się w dzikiej dolinie zwanej Windachtal. Dzikiej dlatego iż na jej terenie założono park krajobrazowy "Ruhegebiet Stubaier Alpen".



No i faktycznie było dziko, żadnych wyciągów a tym samym prawie żadnych ludzi, "tylko" dwa schroniska iii... Cała masa przestrzeni, dla mnie i tylko dla mnie - chwilo trwaj ;)



Jadąc wzdłuż doliny Windachtal docieram na wysokość 2120m, do samego jej końca ale jako że nic specjalnego na jej końcu nie było...



...lansuję się wiec na skałach, w sumie jest tam cała masa miejsc do lansu :) Jednak jak się to mawia "ja tu nie po to", szybki rzut okiem na mapę (Ötztal Cyclicng & Mountainbike Map 1:50 000)...



...i wiem już gdzie wybiorę się kolejnego dnia. Niestety czas poświęcony na rekonesans dnia czwartego skończył się w chwili, w której wypatrzyłem kolejną górską alternatywę.



Szkoda że tak późno, jakkolwiek nie zamierzałem się tym dręczyć ponieważ nie uważałem dnia za stracony, czasem (zwłaszcza w tak pięknych górach) wystarcza mi sama ich obecność.



Tym bardziej iż toczę się do bazy przy dźwiękach zbliżającej się burzy, szacowałem jednak że w drodze do domu zdążę jeszcze chlapnąć zimne piwko - zdążam.



Zdążyłem nawet zjechać bardzo przyjemnym szlakiem pieszo-rowerowym, który to z niewiadomych mi przyczyn został
zmieniony na wyłącznie pieszy. Dlaczego? Czasem trudno zrozumieć Austriaków, ów singiel pięknym był.



Dwie i pół lub trzy godziny później było już po burzy, niebo bardzo powoli odzyskiwało swój utracony błękit - mniej więcej do kolejnego poranka i do kolejnej wycieczki.




Wróć na stronę główną

All www & foto copyrights 2004-2012 by WZ