Majówka? Tradycja taka - Dukla / Chyrowa / Cergowa / Wysowa / Obycz / Baranie / Beskid Niski

29.04
2013
Chyrowa - Garb - Nowa Wieś - Cergowa (716m) - Jasionka - Cergowa wieś - Dukla - Iwla - Chyrowa
32,5km / alt+ ok.956m / 2300kcal Skala trudności: 4 Ślad GPS:
30.04
2013
Chyrowa - Polany - Huta Polańska - Przeł.Mazgalica (731m) - Baranie (754m) - Olchowiec - Wilsznia - Tylawa - Mszana - Chyrowa
44,5km / alt+ 952m / 2750kcal Skala trudności: 4 Ślad GPS:
01.05
2013
Chyrowa - Polany - Krempna - Świątkowa Mała - Nieznajowa - Radocyna - Konieczna - Przeł. Beskidek (547m) - Becherov (SK) - Regetovka (SK) - Przeł.Regetowska (646m) - Obycz (788m) - Blechnarka - Wysowa Zdrój
57,7km / alt+ 1002m / 3650kcal Skala trudności: 5 Ślad GPS:
02.05
2013
Wysowa Zdrój - Hańczowa - Uście Gorlickie - Klimkówka - Łosie - Ropa - Grybów
35,5km / alt+ 454m / 1700kcal Skala trudności: 3 Ślad GPS:


Wróć na stronę główną

Majówka 2013, rany kiedy to było? Jakby nie liczyć prawie dokładnie rok temu, cóż odkrywcze to nie jest ale faktycznie relację tę piszę rok po fakcie.



W związku z tym mam nadzieję iż nic nie pomnę a jak pomnę to nic istotnego, jakkolwiek jest lub bardziej jakkolwiek było...



...na zeszłoroczną (2013) majówkę wybraliśmy się z Anią we wschodnią (tą bardziej klimatyczną wg. nas) część Beskidu Niskiego.



Baza w Chyrowej okazała się być idealną do eksploracji terenu w każdym z kierunków, na pierwszy ogień poszedł wschód, okolice Dukli i Cergowej.



Magią Cergowej zaraziliśmy się po krakowskiej premierze dokumentu "EnduroMe", słysząc wszystkie "ochy i achy" na temat tej niewielkiej góry pozostało tylko...



...zaczekać na odpowiedni termin i sprawdzić to osobiście, tak też uczyniliśmy. Z Dulki jedziemy w kierunku Nowej Wsi czerwonym szlakiem przez Garb.



Tam jemy "obiad" składający się z kiełbasy z cebulą podsmażonej nie w mikrofali a na patelni - zaczarowaliśmy szefową :) Czyżby magia Cergowej?



Trudno wyczuć jedno jest pewne - na szczyt Cergowej docieramy najedzeni, znajdujemy też fajki i zapałki zatem do rozkręcenia imprezki zabrakło piwa, najlepiej Perły :)



Robimy tam chwilę przerwy, chwila jak to chwila - mija szybko, zabieramy się więc do zjazdu, kierunek - wieś Jasionka, szlak czerwony.



Zjazd przypomniał kadry z filmu niestety kilka powalonych drzew kompletnie zepsuło nam "flow".



No ale jak się nie ma co się lubi to się lubi... :] Trzeba przyznać że gdyby nie powalone drzewa zjazd byłby naprawdę przyjemny.



Niestety w miarę postępu dnia pogoda zaczęła popuszczać w szwach i kapać z balonów pary wodnej wiszących nad naszymi głowami.



Końcówka zjazdu z Cergowej taka sobie ale nie było już powalonych drzew więc trochę przyśpieszamy .



20-25 minut po rozpoczęciu zjazdu jesteśmy już pod Cergovą, było miło ale czujemy niedosyt chociaż może to był głód? Głód przygody i głód w żołądku ;)



Drugiego dnia "majówki" ruszamy na pasmo graniczne i najwyższy szczyt w okolicy zwany "Baranie". W miejscu w którym kończy się asfalt zostajemy ostrzeżeni.



No dobra asfalt skończył się 50m za powyższym ostrzeżeniem :] a skoro kończy się asfalt - zaczyna się górska przygoda.



Konsekwencją naszej 1,5h tułaczki asfaltowymi szlakami rowerowymi było osiągnięcie uroczej wsi Huta Polańska.



Nie znam historii wsi jakkolwiek pamiętam iż jej nazwa pochodzi od huty szkła, założonej tu w XIX wieku. Po więcej informacji odsyłam do Wikipedii.



Za przełęczą Mazgalica na szlaku granicznym, zaczyna się przyjemny interwał i trwa aż...



...do naszego celu. Baranie zaliczone, chwila na odpoczynek niestety niezbyt długa, gdzieś obok nas (wbrew błękitnemu niebu ze zdjęcia) zaczynało grzmieć.



Czas majówki to szał kolorów zwłaszcza błękitu i zieleni, którą po zimie (nawet marnej) człowiek chłonie jak gąbka - majówko trwaj!



Z Baraniego zjeżdżamy żółtym szlakiem (taki sobie...) wprost do kolejnej enklawy - liczącej 60 mieszkańców wsi Olchowiec.



Z Olchowca jedziemy (miło i przyjemnie) do Tylawy wzdłuż potoku Wilszna aż do przełęczy bez nazwy, za ową przełęczą...



...jedziemy już wzdłuż potoku Smarczek - tak czy inaczej docieramy do Tylawy, w której łapie nas wielka niemoc, wypada więc zrobić kolejną krótką przerwę.



Powrót do bazy był wielce leniwy, gdzieś za przełęczą a także Tylawą, w drodze do Chyrowej udaje się nam nawet przysnąć na łące - wszak to urlop :]



Trzeciego dnia rano zwijamy obozowisko, otrzymujemy również odpowiedź na pytanie "czemu Beskid Niski nazywa się niskim" - morze szczytów po horyzont.



Orlik Krzykliwy (na zdjęciu) to mniejszy kuzyn Orła, mimo to robi niemniejsze wrażenie. Rozpiętość jego skrzydeł sięga 177cm a mordę drze jak koty na wiosnę :]



Jadąc w kierunku Krempnej spotykamy kolejne ostrzeżenie, tym razem przed Wilkami - zamiast zwalniać przyśpieszamy.



Kolejnych kilka km dalej w okolicach Niznajowej możemy podziwiać bobrze żeremia, ta część BM to prawdziwe Polskie ZOO.



Przekraczamy również meandrującą i przy okazji zimną jak fix Wisłokę.



Znów żeremia i bobrze bagienko, trzeba przyznać bobery potrafią nabroić, kto miał je w ogrodzie ten wie.



Trasa którą pokonywaliśmy trzeciego dnia była najdłuższa a przez to najcięższa, dlatego nie stronimy od przerw i odpoczynków - tutaj na podziwianie "małego działa" :)



Chwilę przed przełęczą Dujava, bardzo turystycznie, bardzo płasko i bardzo przyjemnie.



Ajajajjj mamy majjj!!!



Ze szczytu przełęczy dajemy nura na Słowacką stronę, nie wiedzieć dlaczego znów mam poczucie że jest tam ładniej, czyściej, ciszej...



Wracamy do Polszy, Ania cieszy się na samą myśl o obiedzie w Wysowej a że będą kartacze z mięsem, kiedy nikt nie patrzy ja też się uśmiecham :)



Z tego miejsca wg. mapy do Wysowej miało być już tylko w dół, nie było :( mocno zmęczeni odbijamy na Blechnarkę.



Zjeżdżając szutrową drogą do Blechnarki mijamy kolejny cud techniki bobrzej, przyznać trzeba kawał solidnej roboty bo nie dość że się trzyma to jeszcze nie cieknie - prawie nie.



To w końcu gdzie jesteśmy? W Polsce na Ukrainie czy w Niemczech? Znaki i opisy sugerują że jednak jesteśmy u siebie, prawdziwy trójstyk jednak nie granic.



Każdy choćby najdłuższy wyjazd musi mieć swój kres, czwarty dzień wyjazdu to ostatni dzień wyjazdu,..



...postanowiliśmy więc trochę w drodze do Grybowa pokluczyć, kluczymy więc przez Pieniny Gorlickie, małe i bez szlaków ale klimacik mają.



Stacja PKP Grybów osiągnięta! Pozostaje więc rozsiąść się wygodnie w wagonie siódmej klasy :] i z tęsknym spojrzeniem wlepionym w okno wracać do bazy w KRK.



Wróć na stronę główną

All www & foto copyrights 2004-2012 by WZ