Włoskie wakacje cz.3 - Livigno / Carosello 3000 / Li Mina / Alpy Retyckie / Centralne Alpy Wschodnie / Włochy


Autor relacji: Ania Makuszewska

23.08
2012
Livigno (S.Rocco 1864m) - Carosello (2749m) - Piz dal Canton - Mount da il Resa (2858m) - Carosello (2749m) - Vetta Blesaccia (2796m) - Livigno
?km / alt+ ?m / ?kcal Skala trudności: 4 Ślad GPS:

24.08
2012
Livigno (S.Rocco 1864m) - Li Mina - A.Mine (2141m) - Tresenda - Livigno
?km / alt+ ?m / ?kcal Skala trudności: 5 Ślad GPS:

Wróć na stronę główną

Zew górski ciągnący Wojtka w góry jak wilka do lasu nie pozwala na ani jeden dzień przerwy na odpoczynek czy zakupy. Trudno mu się dziwić kiedy na horyzoncie takie ścieżki.



Po ponownym wjechaniu wyciągiem na Carosello 3000 wspinamy się jeszcze wyżej pośród tego księżycowego krajobrazu.



Kiedy ścieżka się konczy nieopatrznie lądujemy na czyimś.. dachu. No może i widoki ma fajne, ale kto tu mieszka na takim odludziu?



Patrząc na domek z przodu nie ulega wątpliwości że to jakieś górskie Hobbity. W środku nie znaleźliśmy jednak ani Frodo, ani nawet Golluma, ale całkiem zwykłych Włochów.
Mimo, że nie rozumieją angielskiego ni w ząb częstują nas pysznym espresso. Oni naprawdę parzą je wszędzie!



A widoki zacne, bo Wojtek dwoi się i troi aby nacieszyć tym wyjątkowym singlem. Filmik z tego zjazdu zobaczyć można poniżej zdjęć. Generalnie ścieżka godna uwagi.



Nawet na rowerze można poczuć się jak świstak spoglądający co tam dalej na drodze ciekawego.



Alpy w całym swoim majestacie robią ogromne wrażenie. Ich krajobraz, tak odmienny od naszych polskich gór, a przy tym tak ogromne rozmiary kryją w sobie jakąś uśpioną moc.
Oby dały mi jej jak najwięcej na podjazdy :)



Włochate krowy mimo, że pochodzą ze Szkocji chyba nieźle się we Włoszech zadomowiły. Ich stoicki spokój idealnie pasuje do tych gór. Spróbujcie zrobić cokolwiek, aby zwrócić ich uwagę
żeby spojrzały w aparat... powodzenia. Może ta grzywka im wszystko zasłania :)



Włosi na szczęscie mili i nastawieni na turystów nie wygonili mnie z eleganckij perfumerii do której dzielnie wkroczyłam w butach leciutko ufajdanych krowim łajnem. Uszczęśliwiona górską
jazdą i porcją nowych lakierów do paznokci ze smutkiem myślę, że przed nami ostatni dzień.



Ostatniego dnia za cel obieramy sobie lodowiec znajdujący się za trasą Panoramica, którą jechaliśmy dnia pierwszego. Niestety warunki pogodowe i przeżyta kilka dni wcześniej
burza zawracają nas całkiem niedaleko przed lodowcem..



Ścieżka nie była pod koniec łatwa, trzeba tam dużo prowadzić i nieść rower. Po drodze spotykamy jednak ciekawych ludzi, m.in. Hansa Reya, czy parę alpinistów ze stadem czterech
?górskich? psów wracających z lodowca (w tym jeden rasy buldog!). Niezdobyty lodowiec napełnia nas jednak nadzieją, że mamy po co tu wracać.



Wróć na stronę główną