Włoskie wakacje cz.2 - Mottolino / Bormio 3000 / Cima Bianca / Alpy Retyckie / Włochy


Autor relacji: Ania Makuszewska

21.08
2012
2X Livigno (S.Rocco 1864m) - Mottolinio (2400m) - Camanel di Planon - Monte della Neve - Livigno
?km / alt+ ?m / ?kcal Skala trudności: 5 Ślad GPS:

22.08
2012
Bormio - Cima Bianca (3012m) - S.Nicoli (1308m) - Valle Del Confirnale - Resamoga (1800m) - Bante del Forni - Pizzini (2706m) - Passo Zebru (3005m) - Pizzini (2706m) - Dosso Delle Platte (2480m) - S.Nicoli (1308m) - Bormio
55km / alt+ ?m / 3300 kcal Skala trudności: 7 Ślad GPS:

Wróć na stronę główną

Kolejny dzień wakacji postanawiamy przeznaczyć na krótkie wycieczki po okolicy. Zaczynamy od bike parku Mottolino. Można w nim znaleźć kilka fajnych linii zjazdów, hopki,
north shore'y i inne bajery np. narzędzia na łańcuszku :)



Co prawda plany były trochę inne, ale jak się przypadkowo zostawi rękawiczki na dole przy stacji kolejki to trzeba po nie wrócić. Za to jakże przyjemny jest taki zjazd.
A rękawiczki owszem, były na swoim miejscu.



Trasa "flow" okazuje się być świetnie przygotowana i nawet bez ochraniaczy czy full face'a spokojnie można sobie na niej poradzić, nawet nie mając dużego doświadczenia.
W nagrodę - włoskie cappucino serwowane w towarzystwie śrubokręta i opony ;)



Po krótkim rekonesansie po okolicy, kilku fajnych zjazdach zasypiamy zmęczeni marząc (niektórzy z lękiem w sercu) o dniu kolejnym.



Dzień to zupełnie wyjątkowy bo pora udać się na prawdziwe 3000 m. n.p.m. W odległości 40 km od Livigno usadowiło się bowiem sławne Bormio 3000. Na szczęście na szczyt Cima Bianca
prowadzi bardzo wygodny wyciąg i po jednej przesiadce znajdujemy się dokładnie na 3012 m.



Krajobraz iście księżycowy jednych przyprawia o niepohamowaną radość, a innych o gęsią skórkę. To nie skóra słonia ale lodowiec w letnim słońcu.



Dobrą miną można nadrabiać całą panikę. Jadę, mam się dobrze i jestem w jednym kawałku!



Co prawda są tacy, co jadą nie tylko po to żeby zjechać, ale jeszcze tą jazdą potrafią się cieszyć i pędzić na przysłowiowe złamanie karku. Szaleńcy!



Po sekcji gruzowiska szlak zamienia się na czerwony, bardziej trawiasty ale za to trudniejszy. Niewinne kamienie wystające spomiędzy traw wymagają dobrej techniki jazdy.



Tym, co techniki nie brakowało poradzili sobie super, na resztę spuśćmy zasłonę milczenia. Widoki piękne, pogoda jeszcze lepsza - jak się nie zjedzie to się sprowadzi.



Na dobicie tego dnia zaplanowany był jeszcze podjazd pod schronisko Pizzini-Frattola znajdujące się na 2706m, 300m poniżej przełęczy na którą zjeżdżamy.



Wszystko pięknie ładnie, tylko dlaczego nikt tam nie zbudował wyciągu? Droga do góry, która wydawała się na pierwszy rzut oka krótka ciągnęła się w nieskończoność, a okienka
schroniska majaczyły w oddali jak fatamorgana. Elektrowstrząsy zapewnił mi elektryczny pastuch - on naprawdę działa.



Za to zjazd rekompensuje cały trud podjazdu. Wąski singiel, mimo trudnych momentów jest naprawdę bajkowy, a widoki na lodowce w środku lata niesamowite.



Chwilami trochę jak w Mordorze, ale zachodzące słońce odbijające się w skałach tworzy piękne iluminacje.


Nadciągające chmury niosą ze sobą deszcz dlatego trzeba czym prędzej staczać się w dół. Tylko jeszcze trochę fotek...


Po singlu jakże malowniczym następuje kilkunastokilometrowy zjazd do miasta Bormio szosą. Nie ukrywam, że był on bardzo przyjemny bo prowadził w dół i tylko w dół.



Wróć na stronę główną

All www & foto copyrights 2004-2012 by WZ