Wstecz Domowa Dalej
Kilkunastokilometrowy zjazd do Santa Cruz de Tenerife był jednym z najtrudniejszych, jakie zaliczyłem w życiu. Śliski i kręty singletrack
zamienił się szybko w wykutą w białej skale cholernie techniczną ścieżkę. Rockgardeny, switchbacki, kaktusy, przepaści i dropy.
Szlak przypominał trasę DH, której nie powstydziłyby się niejedne zawody. Trance dał jednak radę i w jednym kawałku dotarliśmy
do stolicy wyspy, skąd autobusem wróciliśmy do Las Americas.

tenerife_020